I stalo się:) Pojawil sie z bukietem róż. Zaparlo mi dech, wciąż je fotografuję, bo nie chcę niczego suszyć:) POdobno suszone kwiaty przynoszą pecha i zatrzymują energię. Warto bylo na niego czekać, marzyć,że ma byc taki wlaśnie a nie inny. Jego glos, spojrzenia, slowa, którymi opisuje rzeczywistość, to wszystko jest jak z bajki. Czekalam trzy miesiące aby dal o sobie znać. Ten czas byl nam obojgu potrzebny, by przeorganizować nasze życia. Wszystko co dzialo się przez te 3 miesiące bylo preludium do naszego spotkania. Stąd pelen spokój, po raz pierwszy w życiu jest obok mnie prawdziwy facet, przy którym nie tracę glowy, nie szaleję z zazdrości, któremu chcialabym stworzyc dom. Ktoś, kto mnie nie przeraża,nie prowadzi żadnej gry, a jednoczesnie zapowiada prawdziwy przelom życiowy. Skąd to wiem, z serca. Ludzie dookola pytają mnie, co się dzieje, że tak promienieję? Taka jest sila prawdziwego spelnienia. Moje cialo i dusza mówią, otwórz się na Niego, zaufaj i ciesz sie kazdą spędzoną razem chwilą. Czy to jest milość? A skąd ja mam to wiedzieć, skoro zdarza mi się po raz pierwszy. Dotąd byly tylko fascynacje, zwykle zakończone dramatycznie. A tu proszę, pojawil się brakujący fragment puzzle mojego życia. Nie będę walczyć z niczym sama. Teraz jest nas dwoje, spróbujemy wyjśc na prostą. Razem. Tak wlasnie wyglada moja druga polówka pomarańczy:) Rozpiera mnie sila życia. Nigdy dotąd nie bylam tak silna. Chwilo trawaj! Oby wieczność:)
skomentuj (1)Dziś moja koleżanka z pracy wbiegla do mojego pokoju i oznajmila``wiesz, mialaś rację z tymi jajami`:) Pomyslalam, co ja tym razem narozrabialam, albo jakieś nieprzyzwoite czytadlo ujawnilam? Zupelnie zapomnialam, że jakis czas temu uswiadomilam ją o tym, że jajo z tzw zielonej fermy nie musi być wyprodukowane w sposób ekologiczny. Nie sądz jaj po opakowaniu! Takie bylo moje przeslanie. Oczywiście reakcja byla standardowa,` no jak to możliwe, znów sie czegoś czepiasz`. Przywyklam, cóż ,nie każdy musi akceptować mój punkt widzenia, choć często miewam rację:) A z tymi jajami to jest tak. Każde jajo posiada wielocyfrowy numerek, pierwsza liczba ktorego, mówi o sposobie jego pozyskania. Niestety rzadko zdarza się, aby jaja powstawaly na skutek prawdziwego `numerku`koguta z kurką:), mialyby wtedy cyfrę 0 lub 1, oznaczającą chów ekologiczny lub wolny wybieg. Cyfra 2 oznacza chów ściólkowy, częściej dostępny niż dwa poprzednie, i jest to jeszcze rodzaj chodowli zwierząt do zaakceptowania. Najbardziej bestialski jest chów 3jek- czyli jaj, które oznakowane są cyfrą 3 na początku serii. Wtedy to kupujący powinien zdawać sobie sprawę z tego, że zwierzę (bo nie kura) podobne do kury (z obciętymi nogami i dziobem, by zmieścilo sie w wąskiej klatce) karmione swoimi zrecyclingowanymi odchodami i zdechlymi innymi kurakami (chodowla musi sie oplacać), faszerowane antybiotykami i hormonami, wytwarza masowo swoim obalalym cialem jaja. Zwykle są one pomarańczowe, często posiadają dwa żóltka. O zgrozo, a gospodynie cieszą się, że z jednej skorupki mają aż tak wiele. Tylko czy to napewno zjadliwe? Ale takie oto `cuda` można kupić w większosci sklepów. Inne jaja, otrzymane z chowu z poszanowaniem dobrostanu zwierząt, sa niewiele droższe ale zdecydowanie mniej dostępne, a szkoda. W czasopiśmie `Vege`, ostatnio przeczytalam o akcji `Kurka wolna` i `Kupuj jaja z glową`. Otóż, można wyslać list do hipermarketu lub najbliższego sklepu wielopowierzchniowego (traktującego jaja malo poważnie) z zapytaniem czy można zakupić w nich jaja z chowu ściólkowego, ekologicznego czy tez wolnego. Podkreślic jednocześnie należy, że wspiera się akcje Klubu Gaja i że zależy nam na możliwości zakupienia jaj wyżej wymienionych. Dobrze byloby wyslać adnotację do klubu gaja- klubgaja@klubgaja.pl- o przylączeniu sie do akcji. Oczywiście, koleżanka podzielila się wynikami swojego malego rynkowego researchu, ponarzekala na trudności w zakupie 0, 1 lub 2jek. Po czym milo mnie skomplementowala: ` Teraz juz znam twoją tajemnicę, ty tak dobrze wyglądasz, bo się dobrze odżywiasz`. POlechtalo mnie milo, tym bardziej, że koleżanka sklonna do komplementów nie jest.Po raz pierwszy , ktoś z mojego nie-wegańskiego otoczenia tak szczerze przyznal,że wegańska dieta jest zdrowa:) To mój niewątpliwy sukces:) Co więcej, na moje obawy co do możliwości rozchorowania się z powodu dużej ilości pracy ( bo sobie musialyśmy pobiadolić), oburzyla się, `No wiesz, Ty i choroba, przecież nie pamiętam kiedy coś Ci kiedykolwiek dolegalo`. Milo mnie zaskoczylo, że ludzie postrzegają mnie jako okaz zdrowia, a przecież zaledwie kilka lat temu często lądowalam na zwolnieniach bądz w sanatoriach (stąd moje wysokie ubezpieczenie na wypadek choroby zawodowej). Kto by to pomyślal, że tak można zmienić swoje życie, zmieniając tylko zawartość lodówki:) Moja lodówka wlaściwie zawsze świeci pustką, bo kupuję niewielkie ilości żywności, nie chomikuję, wszystko przerabiam na bierząco. Lodówka nie jest mi potrzebna bym czula sie bezpiecznie syta:). Bezpieczeństwo, to coś więcej niż pelen żolądek:) Ale wracając do tematu jaj. Na szczęście stosuję je tylko do wypieków( i to tylko, gdy muszę sie wykazać swoimi kulinarnymi umiejętnościami), jaja same w sobie nie smakują mi, odzwyczailam sie od ich odoru:) Jak można je jadać na miękko? Nie wyobrażam tego sobie:) Ale `de gustibus non disputandum`.
skomentuj (1)Związki? Jak rozwiązywać problemy? Wedlug mojego ulubionego reżysera, związek udany to taki, w którym ludzie się ze sobą nie męczą. Jeśli więc w życiu pojawia się siermiężność, należy wiać:) Nic dobrego z tego nie wyniknie:) Udany wybór partnera to dar dla siebie samej, to gwarancja szczęśliwego pożycia. Gdyby kobiety byly bardziej wymagające i konsekwentne w swoich wyborach partnerów, mężczyzni musieliby się starać, rozwijać i szanować pleć od nich silniejszą, bowiem stworzoną by dawać nowe życie. A tak, no cóż, moje osobiste doświadczenie wskazuje na istnienie podgatunku nieprzystosowanego do życia zupelnie, uciekającego od życia w pracocholizm, rozwiązlość lub alkoholizm (choć to często nawet urokliwi i dośc `egzotyczni` faceci moga być), a w dodatku roszczeniowo nastawionego do kobiet. Bierz mnie, a dam Ci się uwielbiać:) Chyba mam pecha, mam nadzieję, że inne babeczki mają mniej powodów do narzekań. Może i do mnie się los kiedyś uśmiechnie (choć obawiam się , że czasy niepewne i wiek mój, też niezbyt zachęcający, no i uszczypliwość wrodzona) , choć po tych gorzkich slowach, pewnie zostanę zlinczowana:) szczęściem slowa nie bolą:) Auć/ Al/ au:)
skomentuj (2)
Mieszkam w magicznej krainie, jesienią spowitej babim latem a latem mglami. Stąd nazwa mojego osiedla- mleczne:) Mam najcudowniejszy widok z okna, zapiera dech odwiedzających moje skromne domostwo:) Na pierwszy rzut oka rzucają sie akacje ozdobne, pieknie przycięte i zaslaniające ogrodzenie za nimi. Nastepnie rząd choin, z każdym rokiem gęstniejący i nabierający majestetu. Za nimi trzciny i rzeka,wiosną rechocząca, jesienią gęgająca, a zimą smętnie snująca się swoim nurtem. A za rzeką park z pomnikami przyrody, powyginanymi w najrozmaitsze ksztalty, cel moich wypraw z przyjaciólmi i rodziną. Kiedyś nawet popelnilam wierszydlo opisujące to co mam za szyba przez caly rok. oto i ono:
Me oczy przygaszone
Widok znad doliny
Urok rzucając codziennie
Gdy się rano przez mgły przebijają
Romantycznie promienie
Widok w dolinie Łyny
Z rdzawo zielonej trzciny
W rytm wiatru utkanej
Śpiewem natury rozdrganej
Widok w dolinie Łyny
W impresje wiosny strojny
Przybrany w kubizm zimowy
W kaskadach złota jesienny
Ach gdybym tylko umiała
Paletą barw szarżować
I pędzlem mistrza Turnera
Widok ów namalować
Gdzie modrzew samotnik zmienny
W z długich igieł spowitym stroju
w blasku słońca i księżyca płomienny
Pnie się bezkreśnie ku niebu
Gdzie lip szpaler z powaga dębów
Mierzy się bujnie w konkurach
A sadów ukwiecona zieleń
Przysiadłe domki otula
Gdzie wierzby i olchy w parawan
Gęstym szeregiem się zwarły
Aby nurty deszczem nabrzmiałe
W głąb się ogrodów nie wdarły
Gdzie upięte akacje ozdobne
Krągłe korony wznoszą ku górze
A dostojny choin zagajnik
Przysiadł nad brzegiem w pokorze
Ach gdyby tylko słowa
Archimbold`a precyzję miały
I oczy Malczewskiego
By powab Alne oddały
Powab co nocą w moczary
Gwiazdy upadłe ukryje
A świtem w z mgieł szale zwiewne
Brzegi doliny spowije
Tak trwa romantyczny
Malarsko-poetyczny
Widok w dolinie Łyny
Od wieków liryczno-muzyczny
I oto przyczyna dla której nie mogę stąd odejść, wyjechać, wyprowadzić się, by coś zmienić. Ja po prostu umarlabym z tęsknoty. Oto skarb mój największy, niby centrum miasta, a jednak jakże odrealnione, naznaczone swoim naturalnym rytmem. Dzieki mojemu otoczeniu mam dystans do tego co poza ogrodzeniem. Wszystko takie glośne, zabiegane, zapracowane:) A tu `u mnie` chalas, to jedynie odglos burzy; zabieganie to tylko wiosną w ptasich domostwach, a jeśli zapracowanie, to jedynie w gniazdach os i mrówek. I jak tu udawać, że bierze się udzial w wyscigu szczurów? Po co? Latem budzę się o wschodzie slońca by nie przegapić tego magicznego widoku! A seks o poranku, to dopiero prawdziwe poczucie spelnienia:) Jesienia nie jest najweselej, ale jak to w piosence Jasona Mraza `Life is Wonderful` jest pięknie ujęte` it takes some cold to know the sun`.
Pędzi jesień
Pędzi jesień na rydwanach wiatru
Złoto starców bagiennych ją niesie
Gna by stanąć naprzeciw latu
Wsparta armią borowików w lesie
Chmury puszą się na nieboskłonie
Klucze gęsi chłody zwiastują
Złote drzewa chylą się w pokłonie
Strzępy lata w mgieł woalach dryfują
I nawłocią ścielą się łąki
Senne pszczoły kołysząc swym tańcem
Srebrne nici snują pająki
Zdobne w kropel rosy różance
I już widać i słychać jej kroki
Z każdym rokiem chyba smutniejsze
Boleśniejsze jesieni uroki
W doświadczenia lat mych strojniejsze
Wrzesień 2004
I przyszły mgły osowiałe
I zabrały lato cale
W pajęcze nici osnuły
Ciepło, barwy i radość
I zostały ułamki sekund
Zastygłe na fotografiach
Ja i smreki na skal panoramie
Ja i palmy w słońce odziane
Ja i muszli połowy poranne
Ja to jeszcze czyż nie?
To tu, to tam
A teraz cóż?
Chłoszcze wiatr i liście szeleszczą
Ciało bez duszy się snuje
Pusty wzrok, szklane źrenice
Pora by kreślić mapę marzeń
Na całą długą zimę
Cóż począć?Wiać!
Ale dokąd !?
Noc wrześniowa w dolinie Łyny
Drzewa mgłami osnute
W bezmiarze ciszy tajemnej
W światła latarni spowite
Konary chylą ku ziemi
Dumne, w pozie zastygły
W nocy oblekły się szaty
Z nieprzeniknionej mgły
Drwią na pograniczu Światów
Dąb w wieczność konary uniesie
Wiatr sośnie igły potarga
Za chwilę przyjdzie jesień
Z lata owoców skarbem
A serce wciąż słońcem ogrzane
Choć drżące jak nic pajęcza
Powita poranek odziany
W liści złociste naręcza
Klucze żurawi odpłyną
W odległych światów strony
W purpurze jesieni utoną
A teraz zaciszne sza
Szepczę wpatrzona w dal
Gdy za oknami mgła
Wtulona w nocy szal
Tak to oto jest w moim magicznym miejscu, tak realnym ze względu na swoją bioróżnorodność, że aż nierealnym, bo przecież umiejscowionym niemalże w centrum miasta:) czyli w` human zoo` i dlatego też tak trudno mi dogadać się z innymi przedstawicielami mojego gatunku:) Jak mogą pojąć magię istnienia po prostu, bez slów, ideologii, technologii, ekonomii itp. Czy są gotowi na ciszę, na pożegnalne jesienne gęganie kluczy dzikich gęsi, na zrozumienie naturalnego status quo? Odczuwam pewien życiowy dyskomfort, w 36-stej jesieni mojej egzystencji, ponieważ zdalam sobie sprawę, że do tej pory doszukiwalam sie wszędzie metafizyki, a wszystko dookola mnie nosi znamiona behawioryzmu. Ale taka jest kolej rzeczy i taką drogą podąża ewolucja:( Nadchodzi era `posthuma`izmu.
Każda okazja do swiętowania jest dobra:) Skoro obchodzimy 24-26 grudnia jako Święta Bożego Narodzenia, dlaczego nie dać poświętować tychże Świąt, które przypadają zwykle 2 tygodnie pózniej- zgodnie z kalendarzem juliańskim, mniejszości Grekokatolików czy osób wyznania prawoslawnego. Zawsze rozczulają mnie zabiegi mojej koleżanki z pracy,grekokatoliczki, która musi co roku zalatwiać sobie albo zastępstwa albo zwolnienie na okres Prawoslawnych Świąt Bożego Narodzenia, ponieważ obchodzi je póżniej, czyli 6 stycznia. W mojej rodzinie również jest malżeństwo wyznaniowo niejednolite, wujek-grekokatolik, ciocia - katoliczka (szczęśliwie pokrewne sobie obrządki), które co roku zmaga się z podwójnymi świętami i niestety wujek zwykle jest poszkodowany, zwlaszcza jeśli 6 stycznia przypada w środku tygodnia. Zwykle gościmy te kochaną parę u siebie w grudniu, a jeśli można sobie na to pozwolić, bierzemy udzial w obchodach 6 stycznia. Mój tata zwykle wtedy żartuje: ``Nasz juz w porteczkach, a Wasz dopiero co się narodzil``:) To cudowne czuć atmosferę Świąt dwukrotnie, gorzej z prezentami, niestety bywa to podwójny wydatek:) Święto Trzech Króli ma swoją bogatą symbolikę, która znajduje odzwierciedlenie w wielu kolędach. Szczególnie lubię utwory `Mędrcy Świata Monarchowie` i `We Three Kings Of Orient Are`. Czemu więc nie nadać tejże symbolice świątecznej oprawy:) A ekonomia? EEEEEEEEE. Nie samym chlebem czlowiek żyje:)
skomentuj (1)Jesień to straszny dla mnie czas. Czuję, że przemijam z każdym podmuchem lodowatego powietrza i każdą kroplą deszczu. Kurczę się, chcę zaszyć się w jakąś ciemną norę i przeczekać do wiosny. A tu wlasnie jesienią trzeba się sprężyć, wykazać kreatywnością, tylko jak to zrobić. Mam za sobą już przeryczane rozmowy z przyjaciólką, przespane popoludnia, poczucie beznadziei i calkowitej inercji. Teraz musi już być tylko lepiej, choć do pelni formy brakuje mi kilku miesięcy. Wiosną znów rozkwitnę! Ponieważ do wiosny jeszcze daleko, postanowilam zmusić się do szukania radości każdego dnia tej najsmutniejszej z pór roku. Zabawię się w poszukiwaczkę skarbów rozumianych jako radości dnia powszedniego. Może to wyrwie mnie z marazmu? Dziś nawet udalo mi się zlikwidować stos papierzysk, który piętrzyl się od kilku miesięcy czkając na odpowiedni moment by się zdematerializować. No i udalo się! Wlaśnie dziś pożegnalam się z masą niepotrzebnej makulatury:). Jakaż to ulga móc zobaczyć swój pokój w nienagannym porządku. Drugi skarb, to udane zakupy. Udalo mi się zamknąć listę wydatków i czuję się gotawa na jesienno- zimowe kaprysy pogody. Trzeci, zapoznalam się empiycznie z tablicą interaktywną, nowym cudownym narzędziem w rękach nauczyciela. Ciekawa forma przykuwania uwagi :) W kwestii nastepnego skarbu, udalo mi się umówić na jutrzejszy babski wieczór filmowy! Będziemy wspierać się z przyjaciólkami pocieszającymi pogadankami, a jednocześnie pooglądamy sobie zalegle filmidla:) Nie ma to jak babskie pogaduchy. Ach, i jeszcze mily mail od ... Zastanawiam się, czemu nie jestesmy razem. Czujemy sie tak bliscy sobie, znamy się od kilkunastu lat, przeszlismy wspólnie wiele dobrych, zlych i gorących chwil, a jednak tylko raz zaiskrzylo. I potem cisza, jakby tamten wieczór nie mial żadnego znaczenia, a przecież coś nas sobie wielokrotnie stawialo na drodze. Czy będziemy tak juz zawsze wpadać na siebie w nieskończoność? Czemu żadne z nas nie zrobi kroku do przodu? Wystarczylby tylko jeden gest:) Ale widocznie nie jest nam pisany związek. A tak bardzo potrzebne mi zwlaszcza teraz czule męskie ramię:) Kolejny skarb to mily gest koleżanki po fachu, która przyniosla mi bezinteresownie istotny folder:) Jak to milo, gdy ktoś pomyśli o mnie. Tyle dobrego sie dziś zdarzylo! Czuję przyjemne ciepelko pomimo braku slońca i póznej pory, kocham wszystkich, którzy mnie otaczają, jestem prawdziwą szczęściarą! Przestaję się mazgaić, tyle skarbów dookola a ja skupiam sie na jakichś nieistotnych drobiazgach. Żegnaj chandro, przynajmniej do jutra:)
skomentuj (1)
Mój wakacyjny bagaż
Reminiscencje
opaleniznę okryć
letnie ubiory schować
zdjęcia w albumy upchnąć
by zimą słońcem tchnęły
muszlami dom ozdobić
by szeptem swym natchnęły
Mój wakacyjny bagaż
pełen barw i gestów
oddechów pełną piersiąi
mew krzykliwych protestów
Ach ileż jeszcze skarbów
wykradłam Helskiej plaży
by móc je strzec i hołubić
wśród wakacyjnych bagaży:
powietrza posmak słony
nabrzeża poblask złocony
otoczaków barwne naręcze
w chmurach tonącą tęczę
ten nieustanny fal kipieli wielorytm
i migotliwy wód wielobarwny koloryt
sosnową wydm żywiczną woń
dna tańczącego przejrzystą toń
pnie drzew samotne, oblepione solą
latarnię morską co nocy busolą
szkliste meduzy na falach tańczące
wiewiórki w brzózkach beztrosko goniące
Hel- szmaragd w złocistych plaż strojny oprawy
Lazur nabrzmiały wiatru porywistym tańcem
I jantar smutny, szklisty – pewnie to z obawy
Że pora się już żegnać z Helem, latem, słońcem.
...
Uczę się ciebie morze
z każdą falą u brzegu
z każdym podmuchem bryzy
patrzę jak przelewasz się morze
znad horyzontu po plażę
pod bacznym nadzorem blizy
a czas leniwie się snuje
pomiędzy ziarnkami piasku
jakby w klepsydry potrzasku
wiatr solą tchnie
nad wydm strojnym klifem
w z róż i traw strojny diadem
mew krzyki rwą przestrzeń
drżącą w fal poszumie
w skali Beauforta rytmie
a sztormu oblicze gniewne
rzeźbi brzegu kontury
w zgodzie z życzeniem natury
uczę się ciebie morze
na półwyspie ruchomych piasków
gdzie geofizyka busolą metafizyki
z pokorą kłaniam ci się morze
w takt zachodów i brzasków
które ostoją morskiej mechaniki
Hel- spacer ulicą Wiejską
Z głów, korpusów i nóg barwny korowód
płynnie sunie to wstecz to znów wprzód
pośród sklepików i kramów powodzi
gwarem swym kusi i zwodzi
Tu pluszowych fal gama nieprzebrana
tam z muszli i sieci makrama utkana
z kamienie wisiory, z wisiorów naręcze
i statki wtopione w butelek obręcze
Kotwice, latarnie, delfiny w muszelkach
klepsydry, kubeczki i z ambru cudeńka
zabawek bez liku na każdym z kramików
tonących w bezmiarze z muszlami koszyków
I brzęczą i kręcą się bibelotów kiście
a morze w przesmykach skrzy się srebrzyście
portowe kafejki zapachem swym kuszą
tych, którzy w rejs z mariny wyruszą
a szachulcowe domki dumnie trwają
niemi świadkowie gwarnej krzątaniny
odpływu lata i ciszy czekają
by móc utulać tych co się boją zimy
skomentuj (0)